New fun na DP. Strona: 5

Dodano: 2008-06-02 13:54

Cisnął dzban z winem w stronę strażników, a ognistą kulę na środek izby, aby odciąć się od wieśniaków. Uskoczył w bok, przeturlał się pod ławą i tak szybko jak tylko mógł znalazł się przy elfce.
- Następnym razem leczę kaca w domu. - pomyślał.


Suffer the pain of discipline or suffer the pain of regret!


Dodano: 2008-06-02 13:59

&ltrzez nikogo nie zauważona czarna zakapturzona postać przesłizgneła się na tyły strażników>

<zobaczył tu jegomościa który nie wyglądał jak tutejszy, wymachiwał toporem jak mało kto, Summoned szybdko odwrócił wzrok od spadających głów>

<złapał najbliższego strażnika za głowę>

- mam coś dla ciebie

<w tej chwili rozległ się przerażający wrzask, jakby potwornie cierpiącego zwierzęcia pomieszanego z niewyobrażalnym przerażeniem>

<Summoned puścił głowę strażnika a ten osunął się bez życia na ziemie>



Dodano: 2008-06-02 14:07

Rzuciła Magowi wściekłe spojrzenie, po czym wykonała skok, uwiesiła sie na wiszącym wyżej sponiewieranym latami żyrandolu i przeleciała nad tłumem, wybijając szybę w oknie. Zaskoczona tłuszcza nim zdążyła się odwrócić, została zaatakowana od tyłu...
W izbie sie ponownie zakotłowało...



Dodano: 2008-06-02 14:16 Zmieniono: 2008-06-02 14:17

<widząc nowy bieg wydarzeń począł ponów wywijać toporami po wszystkim co sie ruszało i co żywe za wyjątkiem trzech pozostałych postaci od, których prędko nawiewali tubylcy>
- Kończymy czy wyżynamy wszystkich w pień?
<urwał mu sie gromki szyderczy growl w strone tajemniczych postaci wieńcząc go demonicznym uśmiechem i ogniem w oczach>


"God made me a cannibal to fix problems like you."


Dodano: 2008-06-02 14:17

- No pięknie - pomyślał.
Skoncentrował się i wypuścił z dłoni w kierunku tłumu obłok energii, który w locie uformował się na kształt strzały, po czym wbił się w ciało jednego z wieśniaków.
Potem kopnięciem rzucił ławkę prosto pod nogi biegnącego w jego stronę osobnika o tępej mordzie, który przewrócił się i upadł. Mag doskoczył w jego stronę i wydobytym spod płaszcza sztyletem dźgnął wieśniaka w szyję.
Podnosząc głowę zobaczył drugiego, który zamierzał się ławą w stronę jego twarzy.


Suffer the pain of discipline or suffer the pain of regret!


Dodano: 2008-06-02 14:21

<hamuje bełta gdy kolejna głowa potoczyła mu się pod nogi>

- panowie może tak no wiecie... my sobie pójdziemy, wy sobie pójdziecie, wszyscy będą szczęśliwi.

- wasz kolega żyję i ma się w najlepsze
<szturcha leżącego strażnika>

- AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!! - krzyknął straznik po czym znowu padł tym razem na dobre

<w tej chwili zabrzmiał dzwon alarmowy>



Dodano: 2008-06-02 14:27

Jej bystre oczy wyszukały skuloną postać pod niewielkim barem... Jej subtelne usta wykrzywił złowieszczy uśmieszek, w chwili gdy wywlekała karczmarza na światło pożogi
-Gdzie się chowasz sprzedawczyku?
Nie chcesz zapłaty za wino?...- nim skończyła, wymierzyła mu silny cios czołem, poczym kopnęła, splunęła, chwyciła za tobołek i zniknęła w morkach nocy, wyskakując przez rozbite okno.
Sufit, zaczął właśnie trzeszczeć...



Dodano: 2008-06-02 14:29 Zmieniono: 2008-06-02 14:37

- No i w pizdu...
<urwało sie mu gdy alarm zawył>
- Proponuje Mości zakończyć tę ucztę bo zaraz ściągnie na nią jeszcze większa banda gości.
<rozejrzał sie po tajemniczych postaciach>
- Za lasem stacjonuje dość spora jednostka. Pewnie i tak już węszą po lesie bo grupka ich zwiadowców wcześniej wdała sie ze mną w dość wylewną dyskusje...
<kontynuował monolog w stronę postaci>
- Chyba, że Ty czarodzieju masz jakiś cudowny pomysł jak na raz zatrzymać bliską tysiąca jezdną zbrojną grupę mężów...
<rzucił pytanie w stronę zszokowanego i wciąż widać było nie do końca połapanego w tym co sie dzieje maga. Kontem oka ujrzał jeszcze prędko umykająca - zdaje sie Elfkę przez okno - po, której w uszy dało sie usłyszeć trzeszczenie stropu. Ukradkiem rzucił twarde i zdecydowane spojrzenie na konstrukcje po czym rzekł do siebie w myślach:>
- Nie takie rzeczy miało sie już na głowie...


"God made me a cannibal to fix problems like you."


Dodano: 2008-06-02 14:37 Zmieniono: 2008-06-02 14:41

<wsłuchany w bicie dzwonów>

- ma ładny dźwięk

<dopiero teraz usłyszał głos wielkiego faceta z szaleństwem w oczach>

- ja? no tysiąc mówisz? dużo. proponuję nogi za pas. a co reszta towarzyst..?

<nie dokończył gdy strzała z pobliskiej wieży wbiła się koło jego głowy>



Dodano: 2008-06-02 14:39

-Hmm...heh...ten, tego...pomyślmy - zaczął się gubić w swym rozumowaniu. - Tak, wiem! Otworzę portal.
Padł na kolana, oparł dłonie na skroniach i zaczął się koncentrować i mamrotać zaklęcia. Nagle tuż przed nim rozbłysł blask portalu.
- Szybko, przechodźcie! Zaraz się zamknie! - po czym nie czekając na pozostałych sam wyskoczył do przodu. Poczuł, jak wywracają mu się wnętrzności i krew uderza do skroni.
Zamknął oczy, po czym poczuł, że ląduje na czymś miękkim. Otworzył oczy i zobaczył czerwone poduszki i na wpół zdziwione, to przerażone twarze kobiet.
- Najlepszy zamtuz po tej stronie gór. Heh, pierwsze bezpieczne miejsce o jakim pomyślałem - pomyślał rozbawiony, po czym stracił przytomność.


Suffer the pain of discipline or suffer the pain of regret!


Dodano: 2008-06-02 14:52

<nim zdąrzył dobiec do portalu z kilkoma strzałami w braku, zamknął sie mu tuż przed nosem. Prędko więc ruszył w strone tylnego wyjscia karczmy podpalajac ją za sobą>
- Niech nastanie wreszcie jasność...
<rzucił gromkim śmichem za siebie słysząc jak alkohol rozlany po karczmie prędko ogarnął ją kąsającymi językami ognia>
- A teraz czas zatroszczyć sie o własny tyłek...
<znikł błyskawicznie w cieniu pobliskich chaszcz otaczajacego zewsząd wieś lasu>


"God made me a cannibal to fix problems like you."


Dodano: 2008-06-02 14:59

<w tej chwili zobaczył, że nawet elfka gdzieś się podziała, resztki strażników spojrzeli się po sobie i zobaczyli jedna tylko postać stojącą przy karczmie>

- no dobra... czas na mnie
<zaczał kręcić wokół siebie laską a z ziemi zaczęła podnosić się coraz większa i nieprzenikniona mgła. czym prędzej skoczył w kierunku w którym znajdował się las>



Dodano: 2008-06-02 15:02

-Więcej dymu niż to warte...-cicho przemknęła zagajnikiem, nie tracąc z oczu potężnego posiadacza toporów, który właśnie wybił sobą otwór w ścianie.
-Cóż to za zatwardziały zawodnik?...- szepnęła do drzewa, w którego cieniu znalazła kryjówkę.
-Narobi tu więcej szkody, niż armia trioli...trzeba będzie go unicestwić...-rusza śladem woja, skradając się jak na jej rasę przystało.



Dodano: 2008-06-02 15:27

<upewniwszy sie, że go nie gonią rozwścieczeni tubylcy przystanął. Czuł swąd krwi zarżniętych mężów. Sam wyrwał sobie z barków kilka strzał, które dość płytko wbiły sie w jego ciało.>
- Gdybym ja ich uczył strzelać tymi wykałaczkami to przynajmniej potrafiliby mnie potem przebić na wylot...
<urwała mu sie przelotna myśl>
- Ciekawe gdzież też podziała sie ta Elfka. Taka zwinna i błyskawiczna to pewnie jaka łowczyni bądź najemniczka...
<kontynuował do siebie w myślach bacznie obserwując otoczenie>
- Na wieśniaków na pewno nie polowała... a Ci pozostali dwaj? Już wiadomo, że to nie jej kompani. Ciekawy zawodnik z tego zakapturzonego zaś mag z pewnością nie miał dziś najlepszego dnia...
&ltokrótce przeanalizował napotkanych w karczmie gości. Do jego uszu dobiegały odgłosy podnieconej wydarzeniami wsi, a dodatkowo stukot zbrojnej konnicy. Nie było czasu do stracenia. Kolejna noc bezsenna i pełna wrażeń. Przeczucie go nie opuszczało, że nie jest sam w tym lesie. Maksymalnie wyostrzył swoje zmysły obserwując i nasłuchując zewsząd otaczający go bór ruszył powoli przed siebie w pełnej gotowości bojowej>


"God made me a cannibal to fix problems like you."


Dodano: 2008-06-02 15:33

<tymczasem summoned biegł co sił w nogach. w lesie było mu dobrze. miał wyostrzony wzrok, w ciemnościach widział jak w dzień. to pewnie skutek długiego przebywania w lochach. niestety, ma to pewną cenę. nie rozróżnia kolorów>

- hej! hej! jest tu kto?!

<w biegu odwrócił się na moment w celu sprawdzenia czy nikt go nie goni, w tym samym momencie wpadł na coś co zdawało mu sie niedźwiedziem. wstał, spojrzał się spod kaptura i zobaczył znajomego woja, który odcinał łby wieśniakom>

- o, witam



Dodano: 2008-06-02 15:35

Dotarła do upatrzonego miejsca i przycupnęła przy wyrwanych przed chwilką z ciała woja strzałach, które w chłodzie nocy, nadal dymiły gorącem jego krwi.
Jej oczy rozszerzyły podczas badania grotów, bez podnoszenia mogła dostrzec kolor pozostały na stali
Czarne jak smoła...czuła, że z tym osobnikiem nie do końca jest 'po ludzku'. Musi mieć sie na baczności, uniosła kształtną głowę, przewiercając las wzrokiem.
Póki nie będzie zlecenia, nie ma co nastawiać karku...ale powęszyć ie zaszkodzi, podkradła się za kolejne drzewo i wyjrzała na polanę.



Dodano: 2008-06-02 15:44

<nagle poczuł dziwne szturchniecie jakby coś na niego wpadło. błyskawicznie odwrócił w stronę uderzenia i już chciał podnieść topory gdy zobaczył znajomą sylwetkę czarnego zakapturzonego.>
- Życie Ci nie miłe, że śmierci na widelec sie pchasz?
<schował jeden z toporów i zgrabnie pomógł wstać przybyszowi>
Zgaduję, że i Ty postanowiłeś oddalić sie jak najdalej od tego rozgrzebanego mrowiska. Proponuję kontynuować wyprawę zaś w między czasie zdradź mi skąd żeś sie urwał i kim jesteś?
<ukrył drugi topór pod płaszcz jednak cały czas dzierżył dłonie na ich rękojeściach na wypadek niespodziewanego ataku>


"God made me a cannibal to fix problems like you."


Dodano: 2008-06-02 15:48

<ukłonił się>
- jestem Summoned, wędrowny mag, chodzę sobie tu i tam, nie szukam kłopotów
<spojrzał się na zaciśniętą dłoń na rękojeści>
- akurat przechodziłem i pomyśłałem, że wypróbuję lokalnego piwa.. no ale kolega po fachu chyba się nie spodobał tutejszym.

<rozejrzał się nerwowo>

- a ciebie tu sprowadza? nie wyglądasz na tutejszego.



Dodano: 2008-06-02 16:03

Zamrugała parokrotnie, lecz oczy jej nie myliły... Na polanie leżał nieszczęsny 'teleport', z czoła ciekła mu krew, majaczył
-A to żeś wylądował...-zamruczała, zbliżając się do na w półprzytomnego Maga. Zamlaskał, uśmiechnął się zakreślając krąg w powietrzu.
-Tylko spokojnie...-sięgnęła w sakiewkę, wyłuskała jakaś korę, roztarła ją w palcach, po czym przyłożyła mu do rany po upadku na kamień, robiąc prowizoryczny opatrunek.
-Śnij spokojnie...- wstała i znikła w cieniu drzew, udając się dalszym tropem Woja.



Dodano: 2008-06-02 16:05

- Nie mam imienia. Jestem Berserkerem. Miotaczem toporów z głębin odległych południowych lasów Martwych. Wybacz, że dłonie cały czas trzymam przy sobie <rzucił krótkie spojrzenie na rękojeści obu toporów> ale po niedaleko przeszłych wydarzeniach trudno o prędki powrót do spokoju. Cóż mnie sprowadza... koniec wojny ostatecznej na południu. Ludzie kontra tacy jak Ty czy ja... Nikt nie wygrał bo ostatecznie wśród moich po zwycięstwie nastał bunt i sie wszyscy nawzajem wyrżnęli między sobą. Nieliczni tylko wybrali role tułaczy jak ja... Jeśli jakiś podobnych mnie napotkamy to nie licz, że będą chcieli uścisnąć ze mną dłoń...
<końcowe słowa zabrzmiały jakoby czuł, że jego koniec wisi w powietrzu.>
- Wiec powiadasz, że jesteś magiem. Piękna umiejętność ale przyznam, że nie szukanie kłopotów to obecnie chyba jedna z najcenniejszych cech.
<lekko się uśmiechnął do towarzysza z małą ironią w głosie dając do zrozumienia, że niektórzy nawet nie szukając kłopotów są nimi z racji swego istnienia>


"God made me a cannibal to fix problems like you."


Dodano: 2008-06-02 16:11

- bezimienny? tak się zastanawiam.. bo jak widziałem jak rozszarpywałeś tamtych na strzępy. czy to w waszych stronach typowa forma walki?

<spojrzał się na zakrwawione ubranie>

- o widzę, że krwawisz, może pomóc?

<wyciąga czarną, prostą laskę z której natychmiast bucha zielone światło>

- a co do kłopotów.. przyznam, że z przyczyny mojego wyglądu oraz faktu bycia magiem niestety nie mogę liczyć na akceptacje, za to widzę, że równy z ciebie chłop. rzadkość teraz doświadczyć bezinteresownej pomocy



Dodano: 2008-06-02 16:36

Przemykała właśnie między drzewami, kiedy jej uszy zarejestrowały rozmowę, przystanęła nasłuchując...
-Jest ich już dwóch? A tamten skąd się niby wziął...Spółka jakaś?- myślała wdrapując sie na świerk niczym dziki kot... Czuła, że sprawy mogą się skomplikować...choć..niekoniecznie... wystawiła głowę, obserwując ze swego schronienia rozmawiających...czyżby zamierzali tutaj nocować?...



Dodano: 2008-06-02 16:40

- Dziękuje za pomoc, uczciwa i pomocna z Ciebie istota Summonie. Czy typowa metoda walki &ltoczął zastanawiać sie nad pytaniem towarzysza> to bym nie powiedział. Oprócz miotaczy toporów czyli berserkerów były także inne odmiany piechoty. Była także jazda i różne jej odmiany oraz łucznicy ale oni nie używali wykałaczek jak tubylcy co to tylko rysy na skórze zostawiają, heh
<szyderczo się zaśmiał>
- Ciężko Ci o akceptacje? Czyżby czarna magia? Mało kto takich lubi. My od zawsze z nimi dobrze trzymaliśmy. Jak nie my pomagaliśmy im to oni nam. Solidarność to nasza cecha. Co innego gdy walczysz w szeregu a co innego gdy sam. Ostatnimi czasy mam możliwość by sprawdzić samego siebie.


"God made me a cannibal to fix problems like you."


Dodano: 2008-06-02 16:53

Siedząca na drzewie Elfka z łatwością wywnioskowała, iż wędrowcy muszą używać jakiegoś szyfru... skupiając się nad treścią, nawet nie zauważyła, jak jej powieki stały się ociężałe, znużone długa trasą.
Wkrótce kołysana wiatrem usnęła, tobołek zsunął sie z jej ramienia i zawisł na wiotkiej gałązce, grożąc niechybnym upadkiem...



Dodano: 2008-06-02 16:57

- znaczy miałem raczej na myśli czy zawsze zostawiasz po sobie przeciwników w stanie rozczłonkowanym..

&ltrzełknął ślinę na myśl o tamtych ciałach i z trudem ukrył obrzydzenie>

- żadna magia nie jest dobrze widziana.. ostatnimi czasy nawet szamani są prześladowani. Zastanawiam się co z tamtym.. gdzie go tym razem wywiało



Login

Password


Załóż konto / Odzyskaj hasło